Na wsi.
„Poranek na wsi zawsze jest
wyjątkowy. Każdego poranka kogut pieje inaczej. Zapewne wynika to z miejsca,
które wybierze na pianie. Wiatr nigdy nie wieje w ten sam sposób. Za każdym
razem jest inny, przynosi inne zapachy. Jedyne co się powtarza to spokój.
Wieś do życia budzi się powoli. Gospodarze, którzy wstają
wcześnie rano, aby zająć się gospodarstwem nie biegną w pośpiechu do obory lub
stajni. W spokoju i pewnym specyficznym skupieniu powoli jedzą śniadanie
przygotowane przez ich żony, wypijają mocną czarną kawę, czytają poranną gazetę
i dopiero wtedy wychodzą oporządzić gospodarstwo.
To jest
niesamowite w życiu na wsi, że wszystko jest podporządkowane pewnemu porządkowi
rzeczy, który nie wynika z rozkładu jazdy metra albo autobusów. Porządek rzeczy
zawsze był podporządkowany porządkowi panującemu w przyrodzie. To rozumienie
przyrody wyróżnia prawdziwych ludzi wsi, od tych tylko ich udających. W
ostatnich latach jest coraz więcej przypadków gdy ludzie z miast kupują lub
budują domy na wsi. Podobno szukają spokoju i odpoczynku. Jednak mimo wszystko
są połączeni z miastem pracą do której codziennie rano gnają na złamanie karku.
Wtedy nie ma znaczenia, że mieszkają na wsi. Nie ma znaczenia, że odcięli się
od miastowego zgiełku. Pozostał w ich żyłach i napędza pośpiech, pogoń za
pieniądzem.
Ponadto ludzie
wsi w każdą niedzielę odwiedzają kościół. Wraz z innymi mieszkańcami modlą się
i dziękują za miniony tydzień. Wykształceni i pełni inteligencji ludzie miasta
uznają wiarę za zabobon. Nie rozumieją, że modlitwa i co tygodniowa wizyta w
kościele jest czymś dobrym. Uważają, że takie postępowanie należy tępić i
najlepiej, żeby kościoła w ogóle nie było. Przecież to jest w dzisiejszych
czasach takie niepopularne.
Prawdziwej
wsi trzeba szukać w sercach ludzi. Gdy człowiek posiada pewną równowagę
pomiędzy swoim wykształceniem, a szacunkiem dla porządku rzeczy to wtedy będzie
czuł spokój i będzie mógł naprawdę odpocząć. Nie będzie odczuwał pośpiechu i
będzie umiał się zachować w każdej sytuacji.”
Skończyłem pisać i przeczytałem na głos cały tekst. Akurat
do pokoju weszła Szakal.
- Sam to wymyśliłeś?- wskoczyła na stół i usiadła obok
laptopa.
- Tak – odparłem i sięgnąłem po kubek z kawą.
- Przecież to wszyscy wiedzą – Szakal przeciągnęła się –
Ameryki nie odkryłeś –
- Jak wszyscy wiedzą? – zdziwiłem się-
- Ja wiem, więc wszyscy wiedzą- Szakal mruknęła z
przekonaniem.
Uśmiechnąłem się i nic nie powiedziałem.
- Nie wierzysz mi?- Szakal wskoczyła na szafę gdzie stało
jej ulubione pudełko w którym lubiła urządzać sobie drzemkę.
- Wierzę, wierzę – odparłem z uśmiechem.
- Akurat- zniknęła w pudełku – Zgredek też mi nie wierzył,
że za domem są pola. A jak raz poszedł to wył jak mały kotek-
- Dlaczego?- spytałem
- Nie ogarniał przestrzeni- stwierdziła
- Nie ogarniał?-
- Tak. Zdarza mu się, że pewnych rzeczy nie ogarnia-
przerwała na chwilę- W końcu jest tylko kocurem-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz